Bydgoszcz, jest rok 1926 w dzielnicy Zimne Wody odnajdujemy zwłoki młodej pięknej kobiety. Śledztwo prowadzi aspirant Andrzej Fąferek, wraz z ekipą bardzo bystrych współpracowników. Ale najbardziej bystre umysły stają się bezsilne w obliczu braku zaplecza technicznego.

Powiem Wam, że czytając tę książkę byłam bardzo sfrustrowana, gdy odbitki trzeba było wywoływać w ciemni, a porównywanie odcisków palców trwało tydzień! W tym tempie w naszych czasach przestępca już dawno uciekłby za granice i zaszył z pingwinami na Madagaskarze.

Na szczęście nasz morderca również nie jest lotny, a wręcz bardzo pewny siebie bo już planuje kolejne morderstwo. Bo przecież Niemców mieszkających w Bydgoszczy wyglądających jak upiór i szwędajacych się po starym mieście jest mnóstwo…

Z fajnych elementów książki jest język, zauważyliście, że w starych filmach czy serialach (Stawka większa, niż życie) nikt nie przeklina? Obecnie bierzesz pierwszą lepszą książkę o policjantach, a mięso tam fruwa jak samoloty F-35. Wysoka kultura wiąże się też z niską skutecznością i statystykami rozwiązywania spraw, nie przycisną podejrzanego na dołku bo krzywo się spojrzał tylko muszą mieć grube dowody żeby postawić konkretne zarzuty. Tak wiec policja krąży koło potencjalnego mordercy kręci piruety i czeka, aż tamten popełni błąd – no bosko.