Kiedy po pierwszych stronach czujecie, że książka nie opowiada historii miłosnej, że prawdopodobnie nie będzie happy endu, że bohaterowie nie są idealni, a wręcz mają więcej problemów niż włosów na głowie. Ale ciągle cię tak mocno do tej książki, mimo że wiecie, że na końcu złamie Wam serduszko na 1 000 000 kawałków. A mino to czytacie, czytacie, czytacie …


Marianne i Connell, poznają się w liceum ona z bogatej rodziny, bardzo nieakceptowana w szkole, on bardzo popularny, ale biedny. Są mega inteligentnymi młodymi ludźmi kroczącym ku dorosłości, do tego nieziemsko wrażliwymi. Ich drogi będą się przeplatać, będą ciągnąć do siebie i się odpychać. Ten taniec wchodzenia w dorosłość pięknie opisała autorka, ich ból był realny ich smutki bolesne. Czy być popularnym czy być sobą? Chce żeby mnie lubili, a może wole być akceptowanym takim jakim jestem? Będę wracać myślami do tej książki.