Wyobraźmy sobie miłość, nie jest to trudne bo większość z Nas kocha, kochała czy tęskni za tym uczuciem. Teraz pomnóżmy to razy 3000 i może przybliżymy się do uczucia jakie łączy Lucyfera i Lilith. Władczyni mroku, pierwsza kobieta, czyli jakby nie patrzeć samo zło 😉 podstępem oszukana przez anioła Gabriela, trafia w ludzkiej postaci Megan na ziemię. Piekło stało się no hmm piekłem, bo furia Lucyfera nie miała granic, poleciały głowy a widmo wojny z Niebem wisi w powietrzu. Tymczasem Megan jest bardzo specyficzną osobą, poznaje Nicka i wie że ten mężczyzna jest jej przeznaczony, nie wie jak ale jest tego pewna.

Nie da się ukryć, że uwielbiam książki fantasy, i pomimo mojej ogromnej sympatii dla autorki i szacunku do jej pracy, muszę stwierdzić – to jest bardzo dobrze napisana książka 😉 Duży plus to budowa postaci, w świecie fantasy stworzenie świata i bohaterów, który zaciekawi czytelnika, szczególnie, gdy mówimy o dość oklepanym temacie piekła jest trudne, ale tu stwierdzam że da się. Kolejnym plusem są sceny walk i bitwy, można się poczuć nie tylko widzem, ale i uczestnikiem akcji. Książka pięknie opisuje miłość, z perspektywy upadłych aniołów, głębokiej, intensywnej i bezgranicznej. Do czego się doczepię spytacie? Jest jedna rzecz, która drażniła mnie dość mocno, mianowicie częste nawiązania do popkultury, istny miszmasz, muzyczny, filmowy czy książkowym. Prawdopodobnie były to zabiegi komediowe, ale po kilku stały się męczące i wytrącane z całej otoczki fantasy.

Była to moja pierwsza przygoda z twórczością Kariny i zdecydowanie nie ostatnia, miałam wielką frajdę czytając te książkę, koniec końców mogę ją Wam śmiało polecić.